Zdecydowanie to był jeden z najbardziej pracowitych moich turnusów (jeśli nie najbardziej pracowity) 😀 W ciągu czterech i pół tygodnia przeprowadziłem dziewięćdziesiąt dwie sesje – pracowałem sześć dni w tygodniu, prowadząc nawet pięć sesji dziennie. W dzień wolny oraz wieczorami prowadziłem też zajęcia online dla studentów i wykonywałem analizy statystyczne, co niestety odbiło mi się na zdrowiu…
Ale wracając do meritum – pierwszą sesję na turnusie poprowadziłem jedenastego czerwca, a ostatnią – jedenastego lipca. Wyjazd umożliwiło mi rozłożenie zajęć na dwu uczelniach, na których pracuję na co dzień. Zajęcia w Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej skończyłem już pod koniec maja, natomiast w Wyższej Szkole Bankowej został mi ostatni zjazd (ośmiogodzinny, przeprowadzony online) dwudziestego piątego czerwca. Większość dzieci obecnych na delfinoterapii była zdiagnozowana w kierunku zaburzeń ze spektrum autyzmu, mózgowego porażenia dziecięcego oraz zespołu Downa. Podczas turnusu miałem przyjemność pływać z dziećmi, z którymi pływałem już w zeszłych latach.
Jednym z nich był Miłosz . „To już kolejna delfinoterapia dla naszego podopiecznego w Kusadasi. Po zeszłorocznym kursie Miłosz bardzo poszedł do przodu, poprawiła się mowa i kontakty społeczne. Chłopczyk cały rok wspominał o delfinach i ich trenerach, dlatego rodzice zdecydowali się wziąć ponownie udział w delfinoterapii.” – jak informuje we wpisie na swoim fanpejdżu Fundacja Dobra Wioska.
Innym dzieckiem, z którym pływałem trzy lata temu, była Klaudia.
Poza pracą był też oczywiście czas na przyjemności – dużo wolnego czasu spędzałem z głównym trenerem Esmailem (z Dominikany), jego żoną Martą (z Hiszpanii) i ich małą córeczką Oliwią. Miałem też możliwość odwiedzenia parku wodnego Adaland Aquapark, chociaż akurat zbiegło się to z tureckim świętem Bajram i niewiele mogłem skorzystać (kolejki do zjeżdżalni przynajmniej półgodzinne, bardziej jak Suntago Mszczonów niż Turcja 😀 ). Mieliśmy też przyjemną wycieczkę z jedną rodziną do parku narodowego przy Kusadasi, gdzie zjedliśmy pyszne, świeże i doskonale przyrządzone ryby, moją już małą tradycją jest przepłynięcie się przynajmniej raz na turnus łodzią wokół miasta, a dodatkowo wreszcie dostałem się na szczyt góry w Kusadasi, gdzie pomnik Ataturka dominuje nad okolicą (samochodem, bo pieszo już kiedyś próbowałem, niestety zabrakło mi motywacji).
Po więcej zdjęć z turnusu zapraszam tutaj 🙂







